Ostatnimi czasy, co rusz natykam się w sieci na przechwałki producentów stali na temat wytrzymałości stali na rozciąganie. Zostało to dość ochoczo podchwycone przez "świat noży". Bo ładnie brzmi i jakieś niebotyczne wyniki wychodzą przy nowoczesnych stalach. Przeraża mnie to, szczerze mówiąc, bo Rm to taki wytrych do rasowania wyników. Daje sporo możliwości manipulacji wynikami tak, aby odbiorca myślał, że złapał diabła za rogi. A najbardziej spodobała mi się ta tabela:


Sprawia ona, ilekroć na nią spojrzę, chęć pacnięcia się w czoło i skomentowania tego w jeden sposób: ojapierdolekurwamać!
Dlaczego? A może odpowiemy sobie na pytania:
- Czy ta tabela oznacza, że każda stal, dajmy na to hartowana na 50 hrc, będzie miała takie samo Rm? Serio?
- Czy ta sama stal, hartowana różnymi sposobami (jeden poprawny, drugi bardzo niepoprawny) prowadzącymi do takiego samego wyniku twardości, będzie miała takie samo Rm? Serio?
- I skąd nagłe podniecenie tym całym Rm, skoro to własność przeznaczona głównie dla stali konstrukcyjnych przeprowadzana poprzez statyczne badanie wytrzymałości na rozciąganie. A my używamy głównie stali narzędziowych? Przecież stale konstrukcyjne świetnie trzymają ostrość, tyle że krótko (no z wyjątkiem stali łożyskowych i kilku jeszcze innych wyjątków).
Spójrzmy na ten ciekawy wykres, pokazujący Rm i twardość HRC dla konkretnej stali. Widzimy, jak w pewnym zakresie temperatury odpuszczania, HRC niemalże stoi w miejscu a Rm wybitnie spada. Jak to się ma do powyższej tabeli?


A może spójrzmy na jeszcze inny wykres, pokazujący, że wyniki badania wytrzymałości na rozciąganie, mogą zależeć od grubości badanego wałka?

I co ciekawsze, można dojść do wniosku, że wraz z grubością wałka, Rm stali spada... no kurcze, przeciekawa sprawa. Oczywiście wiem, że w grubych wałkach, na przekroju Rm może być różne, bo stale mają różną hartowność, . Takoż i twardość w rdzeniu takiego grubego wałka może być inna niż przy powierzchni (to także wynik hartowności stali). My twardość niemalże zawsze sprawdzamy na powierzchni cienkich płaskowników. W świecie noży mało kto rozpatruje różnicę twardości na przekroju, lecz prawie zawsze oceniamy twardość i właściwość detalu jako całości. Pierwsza pokazana tabela, jest zatem dla nas bez wartości. W ogóle Rm jest mało istotny i trzeba dużej wiedzy, aby wykorzystać to jako cenną informację. Sugerowanie się wysokim Rm dla... (no właśnie, dla stali czy dla detalu?) nie zawsze jest dobre i może wprowadzać w błąd.

Bo Rm może zależeć też od: 

Wielkości ziarna

A także od temperatury badania i szeregu innych czynników i zjawisk:

Także radzę z przymrużeniem oka traktować wielkości Rm podawane przez producentów. Rzetelnych informacji szukajmy z opracowaniach naukowych a nie na stronach producentów, bo ci zawsze będą tak przeprowadzać porównania, aby wyszło na ich korzyść. Póki co, sugeruję, abyśmy kierowali się najbardziej pewnymi wielkościami fizycznymi dotyczącymi stali: czyli twardością i udarnością (wiązkością - która jest, tłumacząc w najprostszy sposób, zdolnością do przenoszenia dynamicznych obciążeń). Te oczywiście także mogą być różne w zaleźności od wielu czynników, ale nie dają już tak dużego pola do popisu przy próbach manipulowania nimi.

A kto nadal wierzy, że Rm pokaże nam która stal jest lepsza jako wybór, na np. miecze do szermierki, niech sobie zrobi miecz z najwybolityczniejszej proszkowej stali z kosmosu o której producent pisze, że ma bardzo wysokie Rm i skonfrontuje go ze zwykłą, poprawnie obrobioną cieplnie konstrukcyjno - sprężynową stalą 50hf. Tylko proszę z dala ode mnie. Ja nie lubię szybko latających odłamków stali.

Pozdrawiam

Kosiarz

Moim zdaniem, to nie można zostawiać na nożach faktury po ząbkach pilnika, jeżeli korzystamy z tego narzędzia jako bazowego materiału na głownię. I nie, nie chodzi tylko o to, że to karby same w sobie. W sumie to nie podobają mi się, no ale o gustach pisać nie będziemy, więc powiem, dlaczego, poza estetyką, nie zostawiam nigdy ząbków po pilniku.

Czy to pilnik wysokiej klasy zrobiony z gatunkowej stali narzędziowej, czy to gorszego sortu narzędzie wykonane z tańszych stali do nawęglania lub azotowania, najprawdopodobniej powierzchnia tego narzędzia została poddana obróbce cieplno-chemicznej. Np. węglo-azotowaniu, cyjanowaniu itd. Ma to na celu radykalne podniesienie odporności na ścieranie tej powierzchni, aby pilnik był twardszy od ścieranych materiałów. Głównymi sprawcami takiego stanu rzeczy są azotki. To takie coś, co jest twarde jak węgliki, ale "wytwarza" się je na powierzchni z pomocą specjalnych procesów. I one tam są. I mają spory wpływ na właściwości całego detalu, nie tylko ten dobroczynny ale i negatywny. Taka powierzchnia, bardzo twarda, sprzyja kruchemu pękaniu. Dlatego radziłbym pozbyć się tej powierzchni.

I to nie gdzieś tam pod koniec całego procesu tworzenia noża. Lecz zaraz na samym początku. Kątówka do ręki i zdzieramy do gładkiego. Czemu nie po wyżarzaniu zmiękczającym? Bo owe azotki mogą dyfuzować. Gdyby tylko na zewnątrz to pół biedy. Gorzej, że mogą też do środka, dosłownie POGŁĘBIAJĄC nam problem. To samo dotyczy się kucia. Kowal, który nie pozbył się tej "śmieciowej" powierzchni, wkuwa sobie problem wgłąb detalu. Często negatywne skutki azotków można odczuć na krawędzi tnącej, jeśli ta powstała bardzo blisko rantu pilnika i zawiera w sobie duże ilości twardych azotków - może się łatwo kruszyć, jak ta zdjęciu wyżej, gdzie kt kruszyła od najzwyczajniejszego strugania w drewnie. Oczywiście powód takiego wykruszania się kt może być inny.

A zatem moja opinia na ten temat jest jednoznaczna: zostawianie takiej faktury po pilniku to proszenie się o kłopoty.

No dobra, powiedziałem co mi się nie podoba. Ale jak ja to zatem robię? Jak pracuję z pilnikami jako materiałem na noże? O tym będzie w materiale video i tam przedstawię krok po kroku jak postępuję z pilnikami, które bardzo często stanowią znakomity i tradycyjny materiał na nóż. Gdy film się ukaże, natychmiast go podlinkuję w tym wpisie.

Tymczasem każdy kto zamierza zrobić nóź z pilnika, może przeczytać co ustaliłem na temat stali z jakich pilniki są zrobione. Wystarczy, że kliknie to: Złom na nóż - Pilniki.

Pozdrawiam

Kosiarz

 

Dokładnie 1 marca odbyły się pierwsze indywidualne warsztaty ukierunkowane na kładzenie szlifów w nożu przy pomocy szlifierki taśmowej. Nauki u mnie pobierał Emil G. (facebookowy Wiedźmin knife). Emil przyjechał na 10 godzin, które twardo przepracował. Przygotowany przeze mnie materiał okazał się odpowiedni ilościowo a z mojej skuteczności jestem zadowolony. 

Materiał filmowy jest nagrany, ale potrzeba jeszcze czasu zanim zostanie zmielony i przetransportowany do internetu. Gdy tylko to się stanie, niniejszy wpis zostanie uzupełniony.

A oto Emil G. ze swoim nożem wykonanym w czasie warsztatów.

 

I kupka noży które zabrał ze sobą celem wysatynowania.

 

Sprawy organizacyjne dotyczące warsztatów opisałem tutaj

http://www.stalowypiotr.eu/index.php/aktualnosci-pl/us%C5%82ugi/43-warsztaty-szlifierskie

I zapraszam do relacji video.

Pozdrawiam

Kosiarz

Ten etap tworzenia noża nazywam "opowiadaniem historii". To jeden z moich ulubionych etapów, ale też jeden z najbardziej męczących. Nie potrafię długo tak pracować. Ciągła godzina to szczyt moich możliwości. A zazwyczaj to koncentrację tracę już po kilku minutach. Dziś np. dosiadłem do tej skórki trzy razy, pracując nad tym łącznie trzy godziny. Transy trwały około jednej godziny, podzielonej w połowie chwilą wytchnienia. 

Bez kawy nie umiem tego robić. Czarna gorzka, mocna, takie no jak mówią: espresso.

Przeszyję to trokami uplecionymi we wczesnośredniowieczny wzorek. Mocowanie będzie na długim mocnym rzemieniu. Po chwili nauki, można taką opcję śmiało montować na szyję, pod pachę lub do paska...

 

Co jest lepsze? 

Stal z Toledo, czy ze starego resora od malucha?

Damast krystaliczny czy wyjebolit?

A może stal diamentowa czy szybkotnąca?

Stal z Damaszku, czy zwykła węglówka?

A taką latarnię postanowiłem postawić myśliwym w morzu zalewającego na marketingowego bełkotu:

https://darzbor24.pl/noze-mysliwskie-jak-nie-bladzic-w-swiecie-stali/

Miłej lektury.

Pozdrawiam

Kosiarz